wtorek, 28 sierpnia 2012

Prolog


- Pospiesz się, Sophie, spóźnimy się na przedstawienie! – blondynka była już mocno poirytowana faktem, że jej kuzynka szykuje się tyle czasu. Czekała na nią ponad pół godziny, a przecież zaraz miał zacząć się spektakl. Zresztą bez nich i tak się nie odbędzie. Przecież grały główne role. Ivy i Soph od dawna należały do nowojorskiego kółka teatralnego i były najlepsze w grupie, dlatego pani Dickens angażowała je do każdego przedstawienia.
- No już, chwileczkę! – odkrzyknęła brunetka.
Ivy ciężko westchnęła. Wiedziała doskonale, ile potrwa ta jej „chwileczka”. Miała z głowy co najmniej pół godziny. Usiadła na fotelu i rozejrzała się po pomieszczeniu. Sama marzyła o takim domu. Jej stryjowie – rodzice Sophie – byli niewyobrażalnie bogaci, a na dodatek jej kuzynka jest jedynaczką, więc nigdy niczego jej nie brakowało. Ciocia miała własną agencję modelek, a wujek był szefem ogromnej korporacji. Nic dziwnego, że ich dom był tak pięknie urządzony. Kanapy i fotele obite zostały prawdziwą skórką, miały jasnożółty kolor i naprawdę niesamowicie wygodnie się na nich siedziało. Na środku salonu stał okrągły stolik, przygotowany specjalnie na odwiedziny gości. Oprócz tego, znajdowało się tu mnóstwo kwiatów, różnego rodzaju kwiatów, od peonie po hiacynty. Pokój był ogromnie duży i przestronny, ale oprócz paru foteli, kanapy, dużego telewizora i kwiatów nie było nic. W sumie to nawet dobrze. Dużo przestrzeni jest potrzebne, zwłaszcza w salonie. Ivy popatrzyła na cytrynowe ściany i uśmiechnęła się. Ten kolor był taki śliczny, sama chciałaby tak pomalować swój pokój, ale jej rodzice byli raczej tradycjonalistami i tolerowali zwykłe, proste kolory. Duże okno z pięknymi, opadającymi w fale zasłonkami dopełniało całości w salonie. Ivy miała zwykły, tradycyjny salon, pomalowany na czerwono, niczym w jakieś spelunie. Rodzicom się nie przelewało, ale jej tato nigdy nie poprosiłby o pomoc swojego brata. Był po prostu honorowy. Dziewczyna doceniała to i kochała za to swojego tatę, ale chciałaby mieć lepsze życie. No nic, na razie się musi tym zadowolić. 
- Jestem! – krzyknęła Sophie, schodząc długimi, kręconymi schodami.
Ivy aż zaparło dech w piersiach. Jej kuzynka wyglądała bosko! Miała na sobie kobaltową sukienkę za kolano z paskiem i dużym kwiatem. Z tyłu była ona bardzo wycięta i odsłaniała plecy. Do tego założyła srebrne buty na lekkim obcasie. Długie kruczoczarne włosy rozpuściła i lekko pofalowała.
- Jejku, wyglądasz jak milion dolarów – westchnęła z zachwytem blondynka. Nie mogła się napatrzeć.
- Oj, nie przesadzaj – odpowiedziała z uśmiechem Sophie, rumieniąc się lekko. Mimo wszystko, była zadowolona, że kuzynce spodobał się jej strój. Ona była dla niej swego rodzaju wzorem. Ikoną mody. Zawsze wygląda nienagannie i jej komplementy bardzo się dla Sophie liczyły.  – Chodźmy już, bo się spóźnimy.
*
Przedstawienie nie mogło być lepsze. Wszystko udało się idealnie. Nikt nie zapomniał roli. Nie było wpadek. Dziewczyny zagrały wyśmienicie. Widownia nagrodziła to widowisko gromkimi brawami i owacjami na stojąco.
- Byłaś świetna, kochanie – mówiła z zachwytem pani Lorens – mama Soph, która po spektaklu zajrzała za kulisy – Masz prawdziwy talent.
Kobieta była ogromnie dumna ze swojej jedynaczki. Sophie to jej jedyne dziecko, długo wyczekiwane, wymodlone, była wręcz cudem medycznym, ponieważ Lyssa nie mogła mieć dzieci, mieli już adoptować jakieś słodkie maleństwo, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. Nie mogła posiąść się ze szczęścia. Ona i jej mąż. Gdy nadszedł ten radosny moment i urodziła się Sophie, cała rodzina natychmiast się w niej zakochała. Jej rodzice chcieli, aby ich córeczka miała wszystko, czego pragnie. Dlatego tyle pieniędzy inwestowali w jej rozwój, naukę i tak ciężko pracowali.
- Dziękuję, mamo – Sophie cieszyła się, że jej rodzicielka znalazła chwilę, aby przyjść na jej przedstawienie. Ostatnio niewiele czasu spędzały razem. Dziewczynie brakowało matki. Co prawda, miała wszystko, czego zapragnęła, ale ona po prostu potrzebowała więcej miłość.
- Wracasz ze mną do domu? – zapytała pani Lorens, chociaż doskonale wiedziała, jak będzie odpowiedź. Ivy – córka jej szwagra niedawno osiągnęła pełnoletniość i zrobiła prawo jazdy. Była starsza o całe dwa lata od jej Sophie, a mimo to świetnie się dogadywały. Szkoda jej było tej dziewczyny i jej brata Nicka, który był w wieku Sophie, dlatego często zabierała ich do siebie. Brat jej męża i jego żona byli strasznie skąpi i dzieci musiały bardzo oszczędzać dosłownie na wszystkim. To cud, że Ivy w ogóle zrobiła prawo jazdy i ma czym jeździć! Kobieta jednak nie znała ich sytuacji finansowej. Była przekonana, że mają pieniądze, tylko są chytrzy. Nigdy w to nie wynikała. Nie wiedziała, jak bardzo się myli.
- Nie, mamo, pojadę z Ivy. Umówiliśmy się z Nickiem i Cassie w barze. Pójdziemy się zabawić, co? – zapytała słodko dziewczyna, chociaż i tak wiedziała, że matka się zgodzi.
Lyssa nie umiała niczego odmówić swojej jedynaczce. W odpowiedzi tylko pokiwała głową i uśmiechnęła się.
*
- Udało się nam. Było świetnie. Pan Dickens powiedział, że zrobimy sobie tournee po całym świecie, wyobrażasz to sobie? Grać w Paryżu, we Włoszech, w Hiszpanii? Marzenie. Nie będziemy już tylko aktorkami w nowojorskim kółku teatralnym, od teraz czeka nas światowa kariera – mówiła przejęta Ivy. Była taka szczęśliwa, taka spełniona. Wreszcie robiła to, co kocha i ma szansę osiągnąć w tym coś niemożliwego.
- Wiem, to cudownie. Już się nie mogę doczekać – odpowiedziała z równym przejęcie Sophie. Miała dopiero szesnaście lat i już robiła taką karierę!  Bez rodziców pewnie nic by nie osiągnęła. To oni pomogli jej i Ivy rozwijać się.
Dziewczyny paplały jak najęte i cieszyły się swoimi sukcesami. Cassie – najlepsza przyjaciółka Sophie nie podzielała ich pasji, ją interesował tylko taniec, mimo to, rozumiała to i postanowiła świętować z nimi w barze. Prawie dojeżdżały, kiedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego.
- Uważaj! – krzyknęła Sophie. Duży samochód ciężarowy, nagle, z zaskoczenia, niewiadomo dlaczego zjechał na ich pas. Ivy była niedoświadczonym kierowcą i zupełnie nie wiedziała, co robić. Nie zdążyła zareagować, skręcić, zjechać, cokolwiek.
Przerażone dziewczyny usłyszały tylko dźwięk rozbijanego szkła, poczuły mocne uderzenie, a potem była już tylko ciemność….

***
To jest dopiero prolog. Mam jednak nadzieję, że się podoba. Bardzo bym tego chciała. Niedługo będzie pierwszy rozdział. Miło by było poznać Wasze opinie na temat moim wypocin ; ) To mój pierwszy blog na tym portalu i w związku z tym od strony graficznej kiepsko się prezentuje. Może jest ktoś chętny, kto zrobiłby mi szablon? Pisać. Będę wdzięczna.
Pozdrawiam : *